15. Nowy paradygmat

Nasza cywilizacja jest z natury niezdolna do odwrócenia procesu unicestwiania kapitału naturalnego, a nawet do jego spowolnienia. Przywyknij do tego. Kiedy naprawdę to zrozumiemy, projekt ponownego pojmowania samej cywilizacji nabierze potężnego rozpędu.

— Charles Eisenstein, autor książki The Ascent of Humanity

„Tranzyt Wenus” Źródło zdjęcia: NASA
„Tranzyt Wenus” Źródło zdjęcia: NASA

Kiedy Oren Lyons, rzecznik i strażnik wiary rdzennych Amerykanów, uczestniczył w Światowym Forum Ekonomicznym w Davos w Szwajcarii, rzucił wyzwanie zebranym politykom i liderom firm z listy Fortune 100 — wszyscy byli mężczyznami — by uświadomili sobie, że ich firmy niszczą Ziemię. Jedna z osób na widowni, dyrektor generalny dużej firmy, odpowiedziała, że nie jest w stanie zmienić kursu, ponieważ jego firma musi wykazywać zysk. Gdyby jego firma nie wykazywała zysku, powiedział, zostałby zwolniony. „Komu musisz wykazywać zysk?” — zapytał Lyons. „Tobie, akcjonariuszowi” — odpowiedział mężczyzna. „Czy jesteś żonaty?” — zapytał Lyons dyrektora. „Tak, jestem” — odpowiedział. „Czy masz jakieś wnuki?” „Tak, mam; mam dwóch chłopców”. Wtedy Lyons zadał kluczowe pytanie: „Kiedy przestajesz być dyrektorem generalnym, a zaczynasz być dziadkiem?” Później Lyons wspominał: „Zapadła wtedy długa cisza, ponieważ było to pytanie moralne. A jeśli nie masz pytania moralnego w swoim procesie rządzenia, nie masz procesu, który ma szansę przetrwać. To jest prawo rządzące. Musisz mieć moralne społeczeństwo, albo nie będziesz mieć żadnego”.81

Nasza uprzemysłowiona kultura ma obsesję na punkcie wzrostu gospodarczego: inwestorzy, akcjonariusze, dyrektorzy generalni i politycy dążą do wzrostu gospodarczego, ponieważ wymaga tego nasz system ekonomiczny. Ale czy wzrost gospodarczy to naprawdę to, czego chcemy? Gdy ludzie osiągną pewien poziom bezpieczeństwa ekonomicznego, zazwyczaj zaczynają skupiać się bardziej na budowaniu znaczących relacji i podejmowaniu działań, które dają im poczucie radości i spełnienia. Czyż nie byłoby mądrze zapytać samych siebie, czy nieustanny wzrost gospodarczy naprawdę pozwoli nam spełnić nasze najgłębsze pragnienia? Odpowiedź na to pytanie szybko staje się oczywista, gdy uświadomimy sobie, że wzrost gospodarczy w naszym obecnym systemie po prostu utrwala ten sam niedostatek, który staramy się wyeliminować poprzez kolejny wzrost gospodarczy — niedostatek, który w pierwszej kolejności uniemożliwia nam spełnienie naszych prawdziwych pragnień.

Inne próby rozwiązywania naszych problemów społecznych również zawodzą. Na przykład samo ograniczanie wzrostu liczby ludności samo w sobie nie może rozwiązać dzisiejszych problemów społecznych, ponieważ przeludnienie nie jest pierwotną przyczyną naszej społecznej nierównowagi. Większa populacja żyjąca w harmonii z naturą może żyć w większej równowadze z naturą niż mała populacja, która konsumuje rozrzutnie i przy tym niszczy naturę.82 Niemniej jednak, przy obecnym stylu życia człowieka, wzrost liczby ludności pozostaje ogromnym powodem do niepokoju: ostatecznie zniszczy on kruchą ekologię naszej planety, jeśli pozostanie niekontrolowany.83

Podobnie, postęp technologiczny sam w sobie nie może zapoczątkować epoki globalnego dobrobytu. Jeśli postęp technologiczny czyni pewne obszary bardziej przyjaznymi do życia, miejsca te stają się atrakcyjniejsze do zamieszkania, co zwiększa popyt na ziemię w tych okolicach. Jednak ponieważ podaż ziemi w każdej lokalizacji jest ograniczona, ziemia ostatecznie staje się droższa; postęp technologiczny zwiększa zatem także wartość ziemi. Lecz dopóki wartość ziemi nie jest współdzielona, wzrost wartości ziemi będzie uniemożliwiał, by postęp technologiczny miał trwały pozytywny wpływ na wszystkich członków społeczeństwa.

W naszych rozważaniach przyjrzeliśmy się niektórym konsekwencjom, jakie powstają, gdy wydobywamy zasoby z lokalnych społeczności, i natrafiliśmy na zupełnie nowy paradygmat, który pozwala na pełniejsze rozwinięcie ludzkiego potencjału. Teraz, gdy zbliżamy naszą podróż ku końcowi, określimy proces, który musi nastąpić, abyśmy mogli urzeczywistnić ten nowy paradygmat tu, na Ziemi.

Droga do wdrożenia tego nowego paradygmatu będzie prawdopodobnie żmudna, bo zmiana rzadko przychodzi łatwo. My, ludzie, często mamy skłonność do opierania się zmianom, zwłaszcza gdy taka zmiana wiąże się z niepewnością. Jednak to właśnie zmianę jesteśmy wezwani przyjąć, ponieważ gdy każdy z nas zetknie się z tym nowym paradygmatem i uświadomi sobie jego potencjał do poprawy jakości życia wszystkich ludzi, możemy zdać sobie sprawę, że trzymamy w dłoniach niezmiernie potężne przesłanie nadziei. Daleko od bycia mglistą i niepraktyczną teorią, mamy wreszcie zbiór wytycznych, które harmonijnie integrują nasze najwyższe ideały i wizje w namacalny i praktyczny sposób życia — taki, którym może swobodnie kierować się każda wspólnota, miasteczko, miasto, stan czy naród.

Proces urzeczywistniania tego paradygmatu zaczyna się od świadomości. Gdy każdy z nas stanie się wystarczająco świadomy i uświadomi sobie, jak wpływamy na siebie nawzajem, zaczynamy żyć w zgodzie ze światopoglądem zakorzenionym w głębokim połączeniu z żywą siecią życia wokół nas. Po świadomości następuje edukacja: im więcej z nas rozumie, jak korzystają społeczności, gdy wartości ziemi wytworzone przez wspólnotę są dzielone z tymi, którzy je stworzyli, tym większe prawdopodobieństwo, że uda nam się skutecznie orędować za wdrożeniem tego paradygmatu na większą skalę.84

Pamiętajmy zawsze, że każdy z nas daje początek tej nowej świadomości. Ten paradygmat wymaga fundamentalnej zmiany — od postrzegania indywidualnego ja jako odrębnego bytu, odciętego od całości życia, ku rozpoznaniu współzależności wszystkich żywych istot. Gdy szczerze pytamy: „Co służy najwyższemu dobru wszystkich?”, przeobrażamy się z czegoś przypominającego komórki nowotworowe, które mnożą się bez względu na resztę ciała, w zdrowe komórki w ciele życia, świadome naszej wzajemnej więzi. Każdy, kto ma serce i umysł szczerze poszukujące dobra wspólnego, może w ten sposób dostroić się do wyższej integralności.

Nasze obecne struktury ekonomiczne i społeczne są wyrazem przeszłych wyborów dokonanych przez poszczególnych ludzi o różnym zakresie świadomości. A ponieważ nasza świadomość ma skłonność do wpływania na otoczenie, a zarazem do bycia przez nie kształtowaną, naszym zadaniem jest przekształcenie nie tylko samych siebie, ale także tych struktur społecznych, które nie odzwierciedlają naszej współzależności, w funkcjonalne i skuteczne struktury społeczne, które ją odzwierciedlają. W ten sposób urzeczywistnienie naszej wzajemnej więzi może z czasem pozytywnie i coraz silniej wpływać na każdego w społeczeństwie. Pamiętajmy jednak, że to do każdego z nas należy wykonanie najpierw niezbędnej pracy wewnętrznej, abyśmy mogli rozprzestrzeniać naszą nową świadomość w otoczeniu i kształtować nasze systemy w nowy sposób, który przypomina nam o naszej wzajemnej więzi.

Edukacja, nasz kolejny krok, to proces, w którym podnosimy świadomość tego nowego paradygmatu, zarówno w nas samych, jak i w innych. Ponieważ większość z nas traktuje ziemię jako własność i nie uznaje jej za dar, którym należy się dzielić, zazwyczaj nie zastanawiamy się dwa razy, gdy nieruchomości są kupowane i sprzedawane dla zysku. Musimy pomóc właścicielom domów uświadomić sobie, że mają prawo czerpać zysk z finansowej wartości swojego domu, ale nie z finansowej wartości ziemi, na której ten dom stoi.85 Jednak o ile nie zaoferuje się atrakcyjnych zachęt, ludzie często opierają się zmianom, dlatego mądrze byłoby włączyć zachęty do zmiany, takie jak prawa do użytkowania ziemi, jako część komponentu edukacyjnego. Ludzie są również bardziej skłonni przyjąć wspólnotowe wkłady z tytułu ziemi, gdy uświadomią sobie, że w tym nowym paradygmacie ekonomicznym nie są wymagane podatki dochodowe od osób fizycznych i prawnych, podatki od sprzedaży ani od zysków kapitałowych. Naszym zadaniem jest osadzenie tych zachęt do zmiany w świadomości publicznej, na przykład poprzez programy informacyjne. Ostatecznym celem edukacji jest pomoc każdemu w uznaniu, że dzielenie się darami natury naprawdę leży w najlepszym interesie wszystkich.

Orędownictwo legislacyjne, ostatni krok, może odnieść sukces dopiero wtedy, gdy wystarczająca liczba ludzi uświadomi sobie swoją wzajemną więź oraz ten nowy paradygmat. Gdy wystarczająco wielu z nas będzie świadomych, ten paradygmat ma znacznie większą szansę na wdrożenie na poziomie legislacyjnym i politycznym.

Pamiętajmy jednak, że aby stworzyć świat, który działa dla wszystkich, jesteśmy najpierw wezwani do przypomnienia sobie, kim jesteśmy jako istoty ludzkie, na zawsze związane z większą siecią życia. Przechodząc tę zmianę, zmieniamy opowieść o tym, kim jesteśmy w relacji do planety, na której żyjemy, i istot, z którymi żyjemy. Im bardziej żyjemy w zgodzie z tą nową świadomością, tym bardziej doświadczamy większej głębi i sensu we własnym życiu oraz w naszych więziach z innymi. W chwili, gdy otwieramy się, choćby na krótko, na autentyczne poczucie tej wzajemnej więzi, otwieramy się na doświadczenie, które jest niczym innym jak zachwytem — serdecznym poczuciem przynależności i wiedzą, że wszyscy jesteśmy w tym razem. Działajmy z tego miejsca pamięci, abyśmy mogli pozytywnie wpływać na nasze własne dobro, na los naszej cywilizacji i na pomyślność przyszłych pokoleń.