8. Odbudowa wspólnot

Prawdziwa wspólnota jest dobrem wspólnym: miejscem, zasobem, gospodarką. Odpowiada na potrzeby — zarówno praktyczne, jak i społeczne oraz duchowe — swoich członków, wśród nich na potrzebę wzajemnej potrzeby. Odpowiedzią na obecne powiązanie władzy politycznej z bogactwem jest przywrócenie tożsamości wspólnoty i gospodarki.

— Wendell Berry

Każda istota na tej planecie jest przepełniona świadomością po prostu dzięki samemu swojemu istnieniu. Każda istota ma wrodzoną szlachetność, godność, której nie można splamić, choć cierpienie naszego ludzkiego doświadczenia często zaślepia nas na tę rzeczywistość. Wszyscy jesteśmy głęboko połączeni ze wszystkim, co istnieje, ponieważ jesteśmy częścią życia. Kiedy dążymy do posiadania części natury, zwykle robimy to dlatego, że postrzegamy siebie jako oddzielonych od natury. A jednak jesteśmy głęboko ze sobą i z Ziemią powiązani. A skoro każda istota ludzka potrzebuje ziemi, by po prostu istnieć, czyż nie wynika z tego, że wartość, którą ziemia swobodnie oferuje wszystkim ludziom, najlepiej byłoby swobodnie dzielić ze wszystkimi?

Pomijając implikacje etyczne, które pojawiają się, gdy nie dzielimy ze sobą wartości ziemi, będziemy nadal doświadczać mnóstwa trudnych problemów, dopóki wartość ziemi pozostaje sprywatyzowana. Czy chcemy rozwiązać problem ubóstwa, odwrócić proces degeneracji kulturowej i zatrzymać rakowate niszczenie natury? W takim razie mądrze postąpimy, zaczynając dzielić ze sobą dary natury.

Choć w wymiarze praktycznym jest niewykonalne, byśmy dzielili ze sobą każdy aspekt natury, jest całkowicie możliwe, byśmy dzielili wartość pieniężną, którą ludzie przypisują naturze. Gdy zaczniemy dzielić tę wartość ze sobą nawzajem, otrzymujemy szansę na uwolnienie kulturowego, technologicznego, ekologicznego, a nawet duchowego renesansu, który wyzwoli nas w sposób, jakiego nawet nie potrafimy sobie wyobrazić! Gdy naprawdę zaczniemy dzielić te zasoby finansowe, możemy stworzyć świat, w którym każdy będzie miał zaspokojone podstawowe potrzeby, w którym natura nie jest już wyzyskiwana, w którym ludzie otrzymują największe możliwości samowyrażania, i w którym życie nie jest jedynie szeregiem niepowodzeń, lecz pięknym płótnem pozwalającym na pełniejsze rozwinięcie ludzkiego potencjału.

Jeśli mamy dzielić wartość ziemi, z pewnością nie jest konieczne zniesienie wyłącznego użytkowania ziemi. Wręcz przeciwnie, przymusowe odbieranie ziemi jednostkom przez rząd bez sprawiedliwego odszkodowania zasługuje na miano tyranii. Podstawową rzeczą, którą musimy znieść, jest mechanizm, dzięki któremu ludzie niesprawiedliwie czerpią zyski z ziemi.35 Rozwiązanie jest tak proste, że najczęściej bywa przeoczane: Właściciele nieruchomości muszą jedynie płacić wspólnotom, od których otrzymują korzyści poprzez swoje wyłączne użytkowanie ziemi, dokładną wartość rynkową korzyści, które otrzymują.

Właściciele nieruchomości — i wszyscy ci, którzy mają żywotny interes w nieruchomościach, w tym, a być może nawet szczególnie, instytucje finansowe — czerpią ogromne korzyści ze wspólnot, w których położone są ich nieruchomości. Zyski z ziemi są nie tylko niezapracowane, lecz także uszczuplają zasoby wspólnoty, które trzeba okresowo uzupełniać. To uzupełnianie najlepiej da się osiągnąć poprzez model dzierżawy ziemi, w którym ziemia jest własnością wspólną, nawet jeśli jest użytkowana prywatnie, ponieważ wartość czynszowa ziemi odzwierciedla połączoną wartość wszystkich korzyści naturalnych i społecznych, które ludzie otrzymują dzięki swojemu posiadaniu i wyłącznemu użytkowaniu ziemi. Kiedy użytkownicy ziemi płacą znaczne części wartości czynszowej ziemi swoim lokalnym wspólnotom, słusznie wynagradzają swoje wspólnoty. Gdy użytkownicy ziemi wnoszą takie wkłady na rzecz swoich lokalnych wspólnot, dokonują tego, co nazywam wspólnotowymi wkładami za ziemię.

Wspólnotowe wkłady za ziemię są podobne do tak zwanych podatków od wartości ziemi, metody, dzięki której właściciele nieruchomości są opodatkowani od wartości ziemi, którą posiadają. W przeciwieństwie jednak do wspólnotowych wkładów za ziemię, podatki od wartości ziemi wciąż są zakorzenione w paradygmacie prywatnej własności ziemi: Wykorzystują cenę sprzedaży wartość własnościową ziemi jako podstawę opodatkowania do określenia zobowiązania podatkowego właściciela ziemi; odwoływanie się do ceny sprzedaży wartości własnościowej ziemi zamiast jej wartości czynszowej psychologicznie już implikuje prywatną własność ziemi, w przeciwieństwie do wspólnotowego zarządzania ziemią, które pozwala na prywatne użytkowanie ziemi. Słowo podatek implikuje również, że osoby opodatkowane muszą rozstać się z czymś, co do nich należy, ponieważ ludzie płacą podatki od swoich dochodów, swojej sprzedaży, swoich zysków kapitałowych i tak dalej. Termin podatek od wartości ziemi implikuje zatem, że użytkownicy ziemi są opodatkowani od swojej wartości ziemi, co oczywiście jest błędne, ponieważ wartość ziemi należy do wspólnot, które tę wartość tworzą. Wspólnotowe wkłady za ziemię z kolei trafnie podkreślają, że ziemia jest dobrem wspólnoty i że ludzie powinni wnosić wkład na rzecz swoich wspólnot, jeśli decydują się użytkować ją wyłącznie.

Model wspólnotowych wkładów za ziemię pozwoliłby nam przejść od modelu monopolu na ziemię ku konkurencyjnemu modelowi dzierżawy w taki sposób, że ludzie mogliby nadal użytkować ziemię wyłącznie, jeśli tak sobie życzą, z tą różnicą, że teraz inni ludzie są wynagradzani za wykluczenie ich z tego dostępu. Kiedy wspólnotowe wkłady za ziemię są dokonywane w częstych odstępach (na przykład corocznie) i jako ułamek rynkowej wartości czynszowej ziemi (na przykład 80 procent wartości czynszowej), użytkownicy ziemi zaczynają płacić swoim wspólnotom za użytkowanie ziemi zamiast innym ludziom lub instytucjom (takim jak sprzedawca, od którego ziemia została kupiona, lub bank, który udziela kredytu hipotecznego). Takie bieżące płatności na rzecz naszych lokalnych wspólnot powodują obniżenie ceny sprzedaży ziemi w stosunku do wartości czynszowej ziemi: Mają tendencję do zbliżania się do rynkowej wartości czynszowej ziemi i nigdy nie będą większe niż to, co użytkownicy ziemi zapłaciliby, gdyby w innym przypadku dzierżawili ziemię na otwartym rynku.36

ILUSTRACJA 8-1: WSPÓLNOTOWY WKŁAD ZA ZIEMIĘ A CENY ZIEMI

Historycznie zdarzały się okresy, kiedy ludzie dzielili wartość ziemi ze swoimi lokalnymi wspólnotami z powodu obowiązującej wówczas polityki gospodarczej. Zbyt często jednak te polityki gospodarcze nie szły wystarczająco daleko, a wynikające z nich bogactwo nie zawsze było dzielone w sposób, który zaradzał ubóstwu i zmniejszał nierówności majątkowe. Jednym z bardziej współczesnych przykładów jest Hongkong, dawna brytyjska kolonia koronna w Azji Południowo-Wschodniej. Od zakończenia drugiej wojny światowej Hongkong doświadczył błyskawicznego boomu gospodarczego; w ciągu zaledwie kilku dekad to małe, stosunkowo nieznane miasto stało się jednym z dominujących światowych centrów wysokich finansów. Ponieważ cała ziemia była uważana za należącą do Korony Brytyjskiej,37 brytyjski rząd kolonialny dzierżawił ziemię podmiotom prywatnym.38 Te dzierżawy pozwoliły Hongkongowi ściągać pewną część wartości ziemi, a także pozwoliły rządowi utrzymywać stosunkowo niskie stawki podatkowe.39

Hongkong. Źródło zdjęcia
Hongkong. Źródło zdjęcia

Choć Hongkong często jest przytaczany jako wzór wzrostu gospodarczego w duchu leseferyzmu ze względu na niskie stawki podatku dochodowego i korporacyjnego, minimalną ingerencję w sprawy gospodarcze i brak długu publicznego, w istocie praktykował on formę konwencjonalnego kapitalizmu, jednocześnie po prostu zapobiegając — przynajmniej w niewielkim stopniu — temu, by jego mieszkańcy czerpali zbyt duże zyski z ziemi. A jednak, choć model dzierżawy w Hongkongu stanowi krok we właściwym kierunku, pozostaje wadliwy, ponieważ wyceny wartości ziemi nie są aktualizowane corocznie, aby odzwierciedlać bieżącą wartość rynkową ziemi; przychody z dzierżawy mają zatem niewielki związek z rocznymi wzrostami wartości ziemi. Z drugiej strony, ponieważ Hongkong jest stosunkowo małą wyspą dobrobytu, musiał także zmierzyć się z masową imigracją z kontynentalnych Chin, a ponieważ wartości ziemi w Hongkongu nie były szeroko dzielone ze wszystkimi mieszkańcami Hongkongu, ten napływ stworzył w Hongkongu również ogromne problemy ubóstwa.40 Możemy tylko wyobrażać sobie, jaki rodzaj dobrobytu Hongkong mógłby osiągnąć dla wszystkich swoich mieszkańców, gdyby w pełni dzielił wartość swojej ziemi.

W innych przykładach, dziś każdy mieszkaniec Alaski otrzymuje stosunkowo skromny Dochód Podstawowy z wartości ropy naftowej.41 Norwegia robi coś podobnego, choć na znacznie większą skalę, za pomocą swojego Rządowego Funduszu Emerytalnego — Globalnego, funduszu finansowanego w całości z przychodów norweskiego sektora naftowego i obecnie największego funduszu emerytalnego na świecie.42 Wyspa Tajwan była w stanie osiągnąć szybki sukces gospodarczy bez wywoływania poważnych nierówności majątkowych, gdy wdrożyła politykę reformy rolnej.43 Przekształcenie środkowej Kalifornii z jałowego pustkowia w spichlerz Ameryki pod koniec XIX wieku jest kolejnym przykładem bogactwa naturalnego dzielonego dla pożytku publicznego: Stan Kalifornia zbudował rozległe infrastruktury irygacyjne, finansowane w całości poprzez opodatkowanie wynikających z nich wzrostów wartości ziemi.44 Ilekroć społeczeństwo decyduje się chronić naturę dla dobra obecnych i przyszłych pokoleń, bogactwo, które staje się dostępne dla społeczeństwa, jest ogromne: Za każdym razem, gdy wartość ziemi jest dzielona, gospodarka się równoważy, natura jest chroniona, spekulacja ziemią jest hamowana, a społeczeństwo staje się ogólnie bardziej zamożne.

Jak więc możemy wdrożyć politykę gospodarczą, która dzieli wartość ziemi? Problem polega na tym, że w większości narodów na całym świecie wartość ziemi jest już sprywatyzowana: Gdyby wspólnoty nagle nałożyły wkłady za ziemię na istniejących właścicieli nieruchomości, właściciele nieruchomości musieliby ostatecznie płacić dwa razy za swoje użytkowanie ziemi — najpierw poprzedniemu właścicielowi (od którego kupili ziemię), a następnie ponownie swoim lokalnym wspólnotom.45 To trudny dylemat etyczny: Z jednej strony nikt nie powinien być zmuszany do płacenia dwa razy za coś, za co zgodził się zapłacić tylko raz. Z drugiej strony właściwe jest, by właściciele nieruchomości wynagradzali swoim lokalnym wspólnotom wyłączne użytkowanie ziemi — jeśli tego nie robią, ostatecznie wszyscy na tym tracą.

Oczywiście rządy mogłyby finansowo wynagrodzić istniejących właścicieli nieruchomości obligacjami rządowymi: Fred E. Foldvary — wspomniany wcześniej ekonomista, który prawidłowo przewidział czas recesji 2008 roku już w 1997 roku — zaleca to podejście.46 Wdrożenie planu rekompensat wymagałoby jednak wielkoskalowej transformacji społecznej: Wszystkie szczeble rządu i społeczeństwa musiałyby współpracować, aby dokonać tak monumentalnego przedsięwzięcia.47 Choć z pewnością jest to możliwe, taka transformacja jest mało prawdopodobna, biorąc pod uwagę obecny brak świadomości społeczeństwa co do leżących u podstaw realiów gospodarczych, które kierują naszymi wyborami i zachowaniami. Jakie inne opcje moglibyśmy mieć do dyspozycji, aby stworzyć zmianę społeczną? Wykazujemy głębokie zrozumienie procesu zmiany społecznej, gdy uświadamiamy sobie, że to nie sama idea się liczy, lecz jej praktyka, niezależnie od tego, jak niewielkie może być początkowo wdrożenie naszej idei. Innymi słowy, jesteśmy wezwani do wdrażania nowych modeli zarządzania ziemią, które uczynią nasz istniejący model własności ziemi przestarzałym.

Jeden z takich nowych modeli wymyślił nieżyjący już Adrian Wrigley, akademik z Cambridge, który wyobraził sobie model oparty na prawach do użytkowania ziemi.48 To, co jest interesujące w jego modelu, to fakt, że prawa do użytkowania ziemi umożliwiają wspólnotom ściąganie wartości ziemi, jednocześnie pozwalając na prywatne użytkowanie ziemi. W istocie prawa do użytkowania ziemi są dobrowolnie tworzone między wspólnotą a właścicielem nieruchomości: Gdy nieruchomość zostaje wystawiona na sprzedaż, albo lokalny rząd, albo wspólnotowy fundusz powierniczy ziemi zaliczkowo udostępnia nowemu nabywcy środki na pokrycie tej części ceny sprzedaży, która odpowiada wartości ziemi.49 W zamian za te środki nabywca otrzymuje zbywalne prawo do użytkowania ziemi dla danej nieruchomości.50 Według Wrigleya: „Właściciel nieruchomości jest zobowiązany do płacenia wspólnocie [za swoje prawo do użytkowania ziemi] sumy indeksowanej w trybie miesięcznym i bezterminowo. Dokumentacja hipoteki opartej na wartości ziemi jest obsługiwana przez bank, a po jej sfinalizowaniu rząd płaci bankowi, a bank w zamian deponuje [prawo do użytkowania ziemi]. Bank nie ma żadnego dalszego udziału w tym porozumieniu”. Nieruchomość związana z prawem do użytkowania ziemi powinna być zwolniona z podatku od nieruchomości, a wspólnotowe wkłady za ziemię dokonywane przez posiadacza tytułu prawnego powinny w idealnym przypadku podlegać odliczeniu od podatku również na poziomie stanowym i federalnym.

W przeciwieństwie do podatków, które są egzekwowane przez rządy zarówno od właścicieli nieruchomości, jak i najemców, prawa do użytkowania ziemi obejmują dobrowolne porozumienie między jednostką a lokalną wspólnotą, do której jednostka należy. Tworzy to wzajemnie korzystną więź dla wszystkich zaangażowanych: Wspólnota dostrzega dobrowolny charakter transakcji i zazwyczaj docenia gotowość użytkownika ziemi do wynagrodzenia wspólnocie wyłącznego użytkowania ziemi. A ponieważ użytkownicy ziemi będą musieli na bieżąco inwestować finansowo w swoje lokalne wspólnoty poprzez wspólnotowe wkłady za ziemię, są bardziej skłonni do zainteresowania się utrzymaniem dobrobytu swoich wspólnot. Użytkownik ziemi tymczasem niewątpliwie doceni możliwość użytkowania ziemi bez konieczności płacenia z góry znacznej kwoty.

Przyjrzymy się prawom do użytkowania ziemi bardziej szczegółowo w późniejszych rozdziałach. Ale zanim to zrobimy, przyjrzyjmy się bliżej naszemu obecnemu systemowi podatkowemu, ponieważ podatki, jak się przekonamy, głęboko wpływają na sposób, w jaki wchodzimy ze sobą w interakcje. Obecnie ludzie płacą bardzo niewiele za korzyści, które otrzymują dzięki swojemu posiadaniu ziemi, wspólnotom, które te korzyści zapewniają. I dlatego, aby opłacić roboty publiczne, rządy są zmuszone zamiast tego opodatkowywać działalność produkcyjną i konsumpcyjną swoich obywateli.

Ponieważ systemy podatkowe tworzą zachęty behawioralne dla miliardów ludzi na całym świecie, i ponieważ nasze gospodarki w przeważającej mierze obecnie skłaniają się ku zachęcaniu do nierównego dzielenia ziemi, możemy skutecznie zaradzić całemu mnóstwu problemów gospodarczych, społecznych i ekologicznych poprzez dzielenie wartości ziemi. Gdy to zrobimy, możemy skutecznie zmienić to, jak miliardy ludzi zachowują się gospodarczo, społecznie i ekologicznie. Jeśli ten wniosek jest rzeczywiście prawdziwy, to potencjalnie możemy uczynić największą różnicę dla naszej planety i dla ludzkości, skupiając nasze wysiłki na eliminacji systemów podatkowych i zachęcaniu ludzi, by zamiast tego dzielili dary natury.