3. Wolny rynek
Ani sprawiedliwości społecznej, ani dobrze funkcjonującego systemu wolnorynkowego nie da się długo cieszyć bez tego drugiego.
— Kris Feder
Profesor nadzwyczajny ekonomii, Bard College

Prawdziwie wolny rynek jest zdrowym składnikiem każdego zrównoważonego społeczeństwa. Rynki są wolne wtedy, gdy ludzie mają równe możliwości wpływania na produkcję i wymianę pożądanych dóbr i usług. Kiedy ludzie konkurują o wytwarzanie dóbr lub usług, niektórzy są w stanie zdobyć kontrolę nad rynkiem i ustalać ceny rynkowe dzięki sprzyjającym warunkom naturalnym, społecznym lub politycznym: zdobywają monopol. Problem z monopolami polega jednak na tym, że umożliwiają one tym, którzy je zdobyli, wyciąganie pieniędzy ze społeczeństwa bez dostarczania dóbr lub usług o odpowiadającej im wartości.8
Gdy pojedynczy podmiot ma całkowitą kontrolę nad rynkiem, nazywamy to monopolem absolutnym. Ale monopole mogą też powstawać wtedy, gdy rynek jest po prostu zamknięty dla nowych uczestników, ponieważ całkowitej podaży nie da się zwiększyć; nazywamy je monopolami wejścia, ponieważ podmioty zewnętrzne nie są w stanie uczestniczyć w rynku, chyba że inny podmiot, który już uczestniczy w rynku, zechce przekazać swoje rynkowe przywileje podmiotowi zewnętrznemu.
Rynek domen internetowych najwyższego poziomu — tych kończących się na przykład na „.com” lub „.org” — jest monopolem wejścia. Ponieważ rzeczywistych nazw domen nie da się powielić (na przykład nie może istnieć drugi progress.org) i ponieważ istnieje tylko ograniczona liczba sensownych kombinacji liter, rynek nazw domen internetowych najwyższego poziomu nie jest już dziś wolnym rynkiem, lecz raczej rynkiem zmonopolizowanym. Jak wie wielu ludzi chcących rejestrować domeny internetowe, wiele dobrych nazw domen jest już własnością osób i firm, które wcale nie wykorzystują ich w sposób produktywny, lecz kontrolują je wyłącznie po to, by odsprzedać je po wygórowanych cenach.

Własność ziemi jest również monopolem wejścia: ziemia jest z natury rzadka dla każdej lokalizacji, ponieważ jej podaży nie da się zwiększyć. Nowej ziemi nie da się stworzyć, więc jeśli ludzie chcą stać się właścicielami ziemi, muszą kupić ją od kogoś, kto już ją posiada. Pogląd, że własność ziemi jest monopolem wejścia, może na początku wydawać się dziwny, ponieważ niewielu z nas uczono postrzegać rynek nieruchomości w tym świetle. Spójrzmy jednak na tę kwestię z innej perspektywy: ile kosztuje wytworzenie ziemi? Nic, ponieważ ziemi nie da się wytworzyć, a mimo to ludzie zarabiają na ziemi. Rynek nieruchomości gruntowych musi być monopolem, ponieważ — zgodnie z naszą wcześniejszą definicją — monopole pozwalają uczestnikom wyciągać pieniądze ze społeczeństwa bez dostarczania wytworzonych przez człowieka dóbr lub usług o odpowiadającej im wartości.
Agenci nieruchomości, właściciele małych firm i zarządcy nieruchomości aż za dobrze wiedzą, że lokalizacja daje danemu kawałkowi ziemi lub nieruchomości przewagę konkurencyjną nad innym. Zaniedbany dom w drogiej dzielnicy bywa zazwyczaj bardziej wartościowy niż drogi dom podobnej wielkości w zaniedbanej dzielnicy. Dlaczego? Ponieważ to pożądane cechy społeczne istniejące w danej lokalizacji nadają ziemi jej wartość, a cechy te nie mogą być jednostronnie wytworzone przez samych właścicieli nieruchomości; pożądane cechy mogą zostać uzyskane jedynie z bogactwa, wygody i korzyści istniejących w otaczającym środowisku.
Ta przewaga lokalizacyjna, zapewniana przez monopolistyczny charakter rynku, pozwala właścicielom nieruchomości czerpać zysk z ziemi. Kiedy ludzie kupują kawałek ziemi, ich własność daje im prawo do wykluczenia reszty społeczeństwa z korzyści, jakie zapewnia im ich ziemia, mimo że korzyści te wynikają jedynie z natury oraz z obecności dóbr i usług, które zostały w pierwszej kolejności dostarczone przez to samo społeczeństwo. Kupujący płacą za wyłączne prawa dostępu do ziemi i płacą tylko poprzedniemu właścicielowi ziemi, zamiast wszystkim ludziom, którzy są teraz wykluczeni z przywilejów lokalizacyjnych zapewnianych przez ten jeden konkretny kawałek ziemi; choć ci wykluczeni ludzie mogliby mieszkać gdzie indziej, podobne monopole wejścia istnieją również gdzie indziej. Żyjemy w systemie gospodarczym, który pozwala pojedynczemu kupującemu posiadać część Ziemi, nie wymagając od właściciela rekompensaty dla tych, którzy ucierpieli z powodu ich wykluczenia.

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy właścicielami pustej działki. Moglibyśmy wydzierżawić ją na otwartym rynku komuś innemu za 6000 dolarów rocznie albo, alternatywnie, sami ją wykorzystać. Jej roczna wartość rynkowa wynosząca 6000 dolarów to wartość, jaką inne osoby są gotowe zapłacić, aby uzyskać dostęp do korzyści, jakie zapewnia ta konkretna ziemia w tej konkretnej lokalizacji: innymi słowy, liczba ta daje nam rentę z ziemi. Zatrudnijmy rolnika na pół etatu za 9000 dolarów do prowadzenia małego gospodarstwa na tym kawałku ziemi, a także kupmy sprzęt za 3000 dolarów. Załóżmy, że do końca sezonu gospodarstwo wyprodukuje plony o wartości 20 000 dolarów (tabela 3-1).
TABELA 3-1: ZYSK GOSPODARSTWA
| Ziemia (renta) | $ | (6 000) |
| Rolnik (wynagrodzenie) | $ | (9 000) |
| Maszyny (kapitał) | $ | (3 000) |
| Łączne wydatki | $ | (18 000) |
| Plony gospodarstwa | $ | 20 000 |
| Renta | $ | 6 000 |
| Przychody | $ | 26 000 |
| Zysk brutto | $ | 8 000 |
Wiemy, że wartość czynszowa posiadanej przez nas ziemi — to, ile inni ludzie zapłaciliby za przywilej korzystania z ziemi, gdyby mieli taką możliwość — wynosi 6000 dolarów rocznie. Ale ponieważ jesteśmy właścicielami ziemi, a więc znajdujemy się w pozycji monopolisty, możemy zapłacić koszt 6000 dolarów samym sobie.9 Jako właściciele nieruchomości zyskujemy dodatkowe 6000 dolarów korzyści dzięki naszej własności ziemi. Choć ten zasób jest wstrzymywany z rynku, sam rynek nie otrzymuje rekompensaty za swoje wykluczenie, a zatem rynek jest sztucznie ograniczany. I nawet jeśli jako właściciele ziemi zapłacimy uczciwą wartość rynkową za naszą ziemię w chwili zakupu, płacimy tę cenę zakupu jedynie innej osobie — poprzedniemu właścicielowi nieruchomości — a nie wszystkim uczestnikom rynku, którzy zostali wykluczeni.
W teorii kapitalizm jest systemem gospodarczym, który pozwala ludziom swobodnie wymieniać dobra i usługi na konkurencyjnym wolnym rynku. Ale ponieważ bezpośrednia własność ziemi tworzy monopol wejścia, ogranicza działanie wolnego rynku. Fałszywie wierząc, że nasze rynki są wolne, stworzyliśmy nieporozumienie o historycznych rozmiarach. Kapitalizm od stuleci szczyci się efektywnością systemu wolnorynkowego, ale ponieważ kapitalizm pozwala ludziom monopolizować ziemię i inne dary natury, musimy uświadomić sobie, że być może nigdy nie mieliśmy prawdziwego kapitalizmu w tym sensie, że rynki nigdy nie były naprawdę wolne. Jednak z powodu tego nieporozumienia wielu z nas skłonnych jest patrzeć na kapitalizm — a przynajmniej na to, co uchodzi za kapitalizm — z wielką pogardą. I słusznie: nasza obecna realizacja kapitalizmu jest głęboko odpowiedzialna za eksploatację natury i upadek dobrobytu społecznego.
Błędne przekonanie, że rynki są wolne, podczas gdy ich wolność jest w istocie ograniczana przez monopolistyczne zachowania, jest jednym z głównych źródeł cierpienia ekonomicznego we współczesnym świecie. Ale nasza obecna realizacja kapitalizmu nie jest jedynym systemem gospodarczym, który wywołuje cierpienie. Rozważmy inne systemy gospodarcze. Komunizm na przykład jest systemem, w którym środki produkcji są własnością państwa i przez nie kontrolowane; opowiada się on za całkowitym wyeliminowaniem prywatnej produkcji bogactwa. Socjalizm z kolei znajduje się gdzieś pomiędzy kapitalizmem a komunizmem. Zarówno kapitalizm, jak i socjalizm pozwalają jednostkom otrzymywać wynagrodzenie za swoje dobra i usługi, ale pozwalają im również monopolizować ziemię; komunizm natomiast wskazuje na zdolność ludzi do zarabiania pieniędzy na produkcji bogactwa jako jedną z głównych przyczyn dysfunkcji ekonomicznej, a zatem całkowicie kolektywizuje proces produkcji bogactwa. Wszystkie trzy systemy nie potrafią zaradzić całemu szeregowi problemów publicznych i społecznych, ponieważ nie rozumieją mechanizmów, za pomocą których prywatne podmioty wyciągają rentę ze społeczeństwa poprzez monopolizację ziemi, ani tego, jak ta ekstrakcja szkodzi społeczeństwu.10
ILUSTRACJA 3-2: KAPITALIZM, SOCJALIZM I KOMUNIZM A ZRÓWNOWAŻONY MODEL GOSPODARCZY
Kapitalizm
| Jednostka | Społeczeństwo |
| Renta | Renta |
| Wynagrodzenia | Wynagrodzenia |
| Zwroty z kapitału | Zwroty z kapitału |
Socjalizm
| Jednostka | Społeczeństwo |
| Renta | Renta |
| Wynagrodzenia | Wynagrodzenia |
| Zwroty z kapitału | Zwroty z kapitału |
Komunizm
| Społeczeństwo |
| Renta |
| Wynagrodzenia |
| Zwroty z kapitału |
Zrównoważony model gospodarczy
| Społeczeństwo | Jednostka |
| Renta | |
| Wynagrodzenia | |
| Zwroty z kapitału |
Wielu właścicieli nieruchomości i instytucji finansowych zarabiających na papierach wartościowych zabezpieczonych hipoteką czerpie obecnie zyski z ziemi w sposób podobny do tego, w jaki właściciele niewolników czerpią zyski z pracy niewolników. Bez instytucji niewolnictwa właściciele niewolników musieliby zatrudniać pracowników na konkurencyjnym rynku pracy. Podobnie wolna od obciążeń własność ziemi pozwala właścicielom nieruchomości — oraz instytucjom finansowym finansującym własność nieruchomości — uzyskiwać niezasłużone korzyści z ziemi; gdyby tak nie było, właściciele nieruchomości musieliby konkurować o wartość zapewnianą przez ziemię na zasadzie najmu lub dzierżawy. Horace Greeley, dziennikarz i żarliwy abolicjonista w czasach, gdy niewolnictwo było wciąż legalne w wielu częściach Ameryki, zauważył, że „gdziekolwiek własność ziemi jest tak zawłaszczana przez niewielką część społeczności, że znacznie większa jej część jest zmuszona płacić cokolwiek, co nieliczni uznają za stosowne wymusić za przywilej zajmowania i uprawiania ziemi, mamy do czynienia z czymś bardzo zbliżonym do niewolnictwa”.

Jednym z głównych powodów, dla których do tej pory nie prowadziliśmy zbyt wielu publicznych dyskusji na temat zdolności jednostek do czerpania zysków z ziemi, jest to, że większość ekonomistów traktuje naturę jako kapitał! Traktują oni ziemię i wszystkie inne dary natury jako kapitał, mimo że ziemia jest nieprodukowalna i ma ograniczoną podaż dla każdej lokalizacji, podczas gdy kapitał jest wynikiem ludzkiej produkcji. Ta niezdolność do odróżnienia ziemi od kapitału uniemożliwia ekonomistom rozpoznanie monopolu, który pozwala ludziom wyciągać dochody ze społeczeństwa.
Ekonomiści Mason Gaffney i Fred Harrison twierdzą w swojej pracy Zepsucie ekonomii, opublikowanej po raz pierwszy w 1994 roku, że przemysłowcy pod koniec dziewiętnastego wieku mogli celowo stworzyć i promować nowy rodzaj ekonomii, aby odwrócić uwagę opinii publicznej od monopolizacji natury.11 Praca Gaffneya i Harrisona przygląda się na nowo temu, jak pierwotna nauka ekonomii została celowo i w coraz większym stopniu zepchnięta na margines na rzecz tak zwanej ekonomii neoklasycznej, teorii ekonomicznej szeroko stosowanej dziś, która mimo swojej wyrafinowania traktuje naturę jako kapitał — jako zasób do eksploatacji.12 To, jak twierdzą autorzy, uniemożliwia większości profesjonalnych ekonomistów trafne „diagnozowanie problemów, prognozowanie ważnych trendów i przepisywanie rozwiązań”.
Nasza niezdolność do dzielenia się darami natury powoduje dziś wiele cierpienia na świecie. Natura jest żywa, a mimo to traktujemy ją jako tak zwany zasób, który możemy posiadać i na którym możemy zarabiać. Z tego powodu instytucje finansowe i firmy zajmujące się zasobami naturalnymi należą do najbardziej dochodowych firm na świecie. Pieniądze z ropy naftowej na przykład wypełniają kasy zarówno prywatnych korporacji, jak i skorumpowanych urzędników państwowych, podczas gdy przeciętny człowiek musi się trudzić, by zapłacić za paliwo. Choć właściwe jest wynagradzanie firm za ich wysiłki, gdy przekształcają niektóre z darów natury w dobra materialne, dlaczego mielibyśmy pozwalać im czerpać zyski z darów, które natura swobodnie zapewnia wszystkim żywym istotom?
Błędnie wierzymy, że wolny rynek powinien pozwalać ludziom i korporacjom czerpać zyski z natury, a jednak nie wzięliśmy pod uwagę ogromnych kosztów dla życia, jakie powstają, gdy ludziom pozwala się zbierać to, czego nie posiali, kosztem innych. Choć prywatyzacja kapitału może prowadzić do efektywności produkcji korzystnej dla całego rynku, tego samego nie można powiedzieć o prywatyzacji natury: gdy strumień dochodów z natury jest prywatyzowany, ludzie zabierają dla siebie dary, którymi lepiej byłoby się swobodnie dzielić ze wszystkimi.